Kiedy tylko wyjechał na letnie
konkursy, nie potrafił się skupić. Niby wszystko
było dobrze, radził sobie w miarę dobrze, ale nie potrafi znaleźć w tym
radości. Nie cieszył się już tak bardzo, zasiadając na belce startowej. Sto
razy bardziej wolałby odpuścić sobie letnie występy i spędzić ten czas z
Vivienne niż skakać w wysokich temperaturach. Nie znosił tego. Do tego
wszystkiego, tęsknił za nią. Czuł się jeszcze gorzej, że przed wyjazdem
ograniczył kontakt z piękną blondynką. Wydawało mu się, że ostatnim razem się
zagalopował. Chociaż tak naprawdę nie doszło do niczego, nie pocałował jej,
było mu wstyd. Był święcie przekonany, że taka dziewczyna jak Keller nigdy w
życiu nawet nie spojrzała na niego.
Sytuacji
nie poprawiał wiecznie niezadowolony i rozmawiający przez telefon z Celine,
Luca. Wciąż narzekał. A to na słońce, a to na kombinezon. Winę czasami zrzucał
na niewinnych skoczków czy nawet na swoją dziewczynę. Był denerwujący. Do tego
każdego wieczora rozmawiał przez telefon szczerząc się przy tym jak chory na
umyśle.
-
Zadzwoń do niej – usłyszał, kiedy leżał na łóżku z komórką w dłoni. Spojrzał na
swojego przyjaciela i uniósł brew. – Nie można z tobą nawet normalnie pogadać,
bo wciąż myślisz o swojej księżniczce – wywrócił oczami.
-
Nie denerwuj mnie – warknął Peier.
-
No zadzwoń, nie dajesz znaku życia od dwóch dni. Pewnie się martwi – blondyn
westchnął. – Każdy idiota zauważy, że między wami coś jest. Zresztą nawet gdyby
to była tylko przyjaźń, powinieneś zadzwonić.
-
Bo nic nie ma między nami… Niestety. Zadzwonię
-
Zuch chłopak – Egloff uśmiechnął się szeroko. – Wychodzę pobiegać
Kiedy
tylko Luca zamknął za sobą drzwi, Killian kolejny raz wybrał numer Vivienne. Po
trzech sygnałach usłyszał głos kobiety, o której ostatnio ciągle myślał.
Uśmiechnął się do siebie. Nie wierzył jak mógł nie chcieć porozmawiać z nią. Nie
rozumiał jak mógł się bać.
- Jednak żyjesz – zaśmiała się. Uwielbiał
to. – Powinnam cię nieźle opieprzyć, nie
odzywałeś się.
-
Nie mów, że się martwiłaś – wywrócił oczami i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- A nie powinnam? OK, przestanę
-
Jak się czujesz? – spytał. Ciekawiło go okropnie co u dziewczyny, ale przecież
wcześniej nie mógł zadzwonić. Czasem miał ochotę dać sobie w twarz za swoje
tchórzostwo. Czy kiedykolwiek mógł być chociaż odrobinę odważniejszy.
- Killian, no – jęknęła. – Nic mi nie jest, czuję się świetnie.
-
No co? Martwię się o ciebie. Jesteś dla mnie ważna, tak? Nie ma mnie teraz w
domu. Jak będzie coś nie tak, powiesz mi?
- Przecież jestem zdrowa – westchnęła. – Mam to na czole sobie napisać? Peier
jak ty mnie czasem denerwujesz – słysząc słowa Keller, zaśmiał się.
Uwielbiał ją denerwować, właściwie było to jedno z jego hobby. – Kiedyś sobie strzelę w łeb przez ciebie,
ale najpierw skopie twój chudy tyłek.
-
Wiesz co? Rozmawiałem z trenerem na temat tego obozu przygotowawczego na
Teneryfie i powiedział, że to jeszcze nie jest pewne, ale możliwe, że będziemy
mogli wziąć kogoś ze sobą. Luca na pewnie weźmie Celine, a ja zamierzam zabrać
ciebie.
- Kiki… To miło z twojej strony, serio.
-
Ale? – oparł się o ścianę. Jeszcze tego brakowało, żeby się nie zgodziła.
- Nie sądzę… że to dobry pomysł
- Nawet mnie nie denerwuj. Polecisz z nami, nawet jeśli miałbym cię zaciągnąć
siłą. Poza tym znasz hiszpański, przydasz nam się.
- Señor Peier… No sé – powiedziała, a brunet
szybko w głowie odszukał znaczenie słów. Na szczęście używała ich często.
- Wiesz. Jedziesz i już. Nie słyszę sprzeciwu – zaśmiał się.
- No dobrze, ale
muszę mieć pokój z tobą
- Da się załatwić.
~*~
W domu nudziła się strasznie. Brak towarzystwa Killiana
dawał jej się we znaki. Nie znosiła, kiedy nie było go obok. Był jedyną osobą,
z którą mogła porozmawiać o wszystkim. Kiedy był przy niej, czuła się
bezpiecznie i nie chciała ani na chwilę rozstawać się z nim. Kiedy powiedział
jej, że na obóz przygotowawczy chciał ją zabrać, miała ochotę od razu się zgodzić.
Dzięki temu mogła spędzić z nim czas, bez obawy o nic. Do tego od zawsze chciała
pojechać do Hiszpanii. Czy to Teneryfa, Barcelona czy Valencia… Nie miało
znaczenia. Od wielu lat uczęszczała na lekcje hiszpańskiego, bo zwiedzenie
stolicy Katalonii było jej marzeniem. Niestety choroba, z którą musiała się zmierzyć
pokrzyżowała plany. Może za rok zobaczy Sagradę Familię, Camp Nou czy Plaça de
Catalunya…
Czas spędzała z Elliottem lub Celine. Ten pierwszy czasami
doprowadzał ją do szału, ale lubiła go. Rodzina Peierów miała w sobie coś
takiego, że nie dało się ich nie lubić. Oraz obaj bracia działali Vivienne na
nerwy bardzo często. Dziewczyna Luci także ją denerwowała. Wciąż wypytywała ją
o jej związek z Killianem. Vi wciąż mówiła, że ich nic nie łączy. Mimo, że
czasami czuła się inaczej w jego towarzystwie, między nimi nic nie było.
- Mam to zrozumieć tak: nic nie czujesz do Killiana oprócz
przyjaźni, ale kiedy jest obok wariujesz? – zapytała pewnego popołudnia, kiedy
spacerowały po parku. Keller dopiero wtedy zrozumiała jak bezsensownie to
brzmiało. Przecież to idiotyzm.
- Jestem w czarnej dupie, prawda? – jęknęła. – Jak można
się zakochać w przyjacielu?
- To dość łatwe – zaśmiała się. – Też byłam w takiej
sytuacji. Najpierw się przyjaźniliśmy, a potem Luca mi wyznał, że mnie kocha.
- Ale ja nie mam co na to liczyć
- Przecież mówiłaś, że ostatnio się zbliżyliście do siebie
jeszcze bardziej – spojrzała na nią uważnie.
- Prawie mnie pocałował – uniosła kąciki ust na
wspomnienie.
- Że co? I ty jeszcze nie jesteś pewna? Vivi, proszę cię –
zatrzymała się. – Ty go kochasz, on kocha ciebie. Wszyscy są szczęśliwi.
- Kocha, ale jako przyjaciółkę.
- Przyjaciele się nie całują – zauważyła. Słusznie.
- Nie pocałował mnie.
- Ale prawie.
- Ale nie zrobił tego.
- Jesteś uparta. Prawie jak on – wywróciła oczy. –
Zakochane psiaki.
- I mówi to osoba, która cały czas mówi o Luce, jakby był
bogiem – szturchnęła ją i ruszyły dalej. – Jesteście słodcy razem. Kiedy jesteś
w pobliżu to nikt inny dla niego nie istnieje. Tylko ty.
- Bo jest bogiem! – zarechotała. – Kocham go. Przy nikim
nigdy tak się nie czułam. Do tego jest taki opiekuńczy, kochany i namiętny jak
trzeba… Nienawidzę się z nim kłócić, ale…
- Lubisz się z nim godzić, łapię.
~*~
Kiedy tylko wrócił do domu, pierwsze co zrobił to pojechał
do Vivienne. Stęsknił się za nią, i gdy tylko przytuliła się do niego w jej
pokoju, nie chciał jej już puszczać. Wszystko było tak jak powinno. Chciał,
żeby tak było. Nie zdawał sobie wcześniej sprawy, że ta rozłąka sprawi, że
jeszcze częściej i intensywniej będzie o niej myślał. Nie zdawał sobie też
sprawy z tego, że uczucie które czuł względem blondynki mogło się tak nasilić w
tym krótkim czasie. Cholernie ją kochał, każda sekunda z nią była cudowna.
Chciał móc być z nią przez cały czas.
- Aż tak bardzo się stęskniłaś? – zapytał z uśmiechem i
odgarnął włosy z jej twarzy. Odsunęła się od niego i zmrużyła oczy.
- Marzysz, ale ty chyba tak. Trzymasz mnie jakbym miała ci
zemdleć – zaśmiała się, ale jeszcze raz się w niego wtuliła. – Tęskniłam,
głupku.
- Ja za tobą też – cmoknął ją we włosy. – Gotowa na
wyjazd?
- Na pewno chcesz mnie ciągnąć ze sobą? – zapytała i
odsunęła się od bruneta.
- Tak! Dlatego cię zaprosiłem – powiedział i usiadł na jej
łóżku, chwilę potem i ona pojawiła się obok niego.
- Ilu was będzie? – zapytała i położyła się. Chwilę
później i Peier leżał. Spojrzał w jej oczy i delikatnie się uśmiechnął.
- Czterech. Ja, Luca, Gregor i Simon. Polubisz Grega i
Simiego. Ammanna już na pewno! Dogadacie się, czasami się zastanawiam czy nie
jesteście spokrewnieni – puścił jej oko.
- Jest aż taki fajny? – wyszczerzyła się.
- Oczywiście – wywrócił oczami i złapał za jedną z
poduszek, a potem uderzył nią w blondynkę. Ta zaśmiała się głośno i wzięła
drugą. Tak zaczęła się bitwa. Śmiali się i wygłupiali. Uwielbiali swoje
towarzystwo. Dopiero po pewnym zorientowali się, że zrobiło się późno.
- Lecę, a ty się spakuj do końca – spojrzał na walizkę
leżącą na podłodze. – Jutro popołudniu wylatujemy.
- Wiem – westchnęła. – Chodzi tylko o… moją bliznę. Nie
będę wyglądała najlepiej – spuściła wzrok.
- Ej – uniósł jej podbródek. – Jesteś piękna, rozumiesz?
Jedna blizna niczego nie zmienia. I tak, wszyscy będą się za tobą oglądali. A
my z chłopakami będziemy wszystkich adoratorów od ciebie odganiać – powiedział z
uśmiechem, na co się zaśmiała. Kochała tego idiotę.
***
Heeeej! (:
Wreszcie jestem z dziesiątką, ale patrząc na coraz mniejszą liczbę komentarzy zastanawiam się czy to w ogóle ma sens...
W każdym razie, tym którzy ze mną są dziękuję z całego serca (a reszta niech spada xD) ♥♥♥
No to lecimy na Teneryfę :D
Po zakończeniu Gregora (co tak naprawdę nie wiadomo kiedy się zdarzy), wystartuję z czymś całkowicie innym. Już teraz zapraszam na zapoznanie się z bohaterami -> i-saw-you-smiling. :) I zachęcam do polubienia mojej strony na fb.
Do następnego, buziaki :*
***
Heeeej! (:
Wreszcie jestem z dziesiątką, ale patrząc na coraz mniejszą liczbę komentarzy zastanawiam się czy to w ogóle ma sens...
W każdym razie, tym którzy ze mną są dziękuję z całego serca (a reszta niech spada xD) ♥♥♥
No to lecimy na Teneryfę :D
Po zakończeniu Gregora (co tak naprawdę nie wiadomo kiedy się zdarzy), wystartuję z czymś całkowicie innym. Już teraz zapraszam na zapoznanie się z bohaterami -> i-saw-you-smiling. :) I zachęcam do polubienia mojej strony na fb.
Do następnego, buziaki :*