28 marca 2016

Rozdział dwunasty

Vivienne uśmiechnęła się do siebie, widząc jak Luca bierze na ręce Celine i wchodzi z nią do wody. Zazdrościła im. Sama chciałaby, żeby ktoś ją tak pokochał. Na kilometr widać było, że to co czują do siebie wzajemnie było bardzo silne. Odwróciła się i spojrzała na Killiana, który spoglądał na nią. Tak, zdecydowanie chciałaby, żeby to on kochał ją tak, jak Luca kochał Celine.
- O czym myślisz? – usłyszała i przeniosła wzrok na Killiana, wpatrywał się w nią intensywnie. – Coś się stało?
- Trochę im zazdroszczę – uśmiechnęła się blado. – Są tacy szczęśliwi.
- Nie jesteś szczęśliwa?
- Jestem, jestem szczęśliwa. Jestem straszną szczęściarą, że mam ciebie, mamę i ich... Chodzi o to, że też chciałabym kiedyś mieć kogoś takiego. Być kochaną – spojrzała na niego. – Rozumiesz?
- Doskonale cię rozumiem – złapał za jej dłoń. – Słuchaj, Vi… Muszę ci o czymś powiedzieć. To jest dość ważne i nie mogę już dłużej tego ukrywać.
- O matko, co się stało?
- Spokojnie, to nic strasznego – uśmiechnął się delikatnie. – W każdym razie tak mi się wydaje.
Przygryzła wargę i położyła się. Westchnęła głęboko i zamknęła oczy. Killian przez krótką chwilę patrzył na nią, ale potem położył się obok. Uśmiech sam wkradł się na jego usta. Kiedy Keller była obok, Peier był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Oczywiście wolałby, żeby nie była tylko jego przyjaciółką, ale na razie nic nie mógł zrobić. Zdecydował się na wyznanie jej prawdy, ale jak widać blondynka nie była zaciekawiona.
- Co chciałeś mi powiedzieć? – odezwała się i położyła dłoń na rozgrzanym ramieniu bruneta, przez co poczuł przyjemny dreszcz. Otworzył oczy i spojrzał na nachylającą się nad nim dziewczynę.
- Wieczorem zabieram cię na spacer

*

Od kilkunastu minut siedział z telefonem w dłoni. Wpatrywał się w niego tępo. W jego głowie kotłowało się od przeróżnych myśli. Odkąd ostatni raz rozmawiał z przyjaciółką, minęło sporo czasu. Po części bał się rozmowy, tego co mógł usłyszeć. Czasami myślał, że ona już nie odbierze, że już jej nie było. Nienawidził siebie za takie myślenie. Nie powinien tak myśleć. Jego mała Vivienne przecież nie zostawiłaby go. Doskonale wiedziała, że nie poradziłby sobie bez niej. Mimo tego, że od ponad roku żyli z dala od siebie, nie wyobrażał sobie, że mogłoby jej pewnego dnia zabraknąć. Jak by sobie z tym poradził? Czy w ogóle by sobie poradził?
Wziął głęboki oddech. Musiał zadzwonić, musiał usłyszeć jej głos i wiedzieć, że wciąż walczy. Że nadal jest. Wybrał numer, który od wielu tygodni omijał szerokim łukiem, ale jednocześnie myślał o nim nieustannie. Jeden sygnał… Drugi… Trzeci.
- Halo? – usłyszał jej słaby głos, co sprawiło, że opadł na łóżko. Z jednej strony cieszył się, słysząc ją, ale z drugiej był przerażony tym jak bardzo była słaba.
- Hej, Vi – przywitał się. – Jak się trzymasz?
- Trzymam się. Dzisiaj jest lepiej, nawet zjadłam cały obiad – uśmiechnął się na to wyznanie. – Strasznie tu nudno – westchnęła. – Nie mam z kim rozmawiać. Całymi dniami czytam. Wcześniej była tu też dziewczyna w naszym wieku, ale… - wzięła głęboki wdech. – Przegrała walkę.
- Ty wygrasz. Jesteś silna, nie znam nikogo kto byłby aż tak silny jak ty
- Czasami mam ochotę się poddać – powiedziała po chwili przerwy. – Ale wtedy sobie przypominam, że mam dla kogo walczyć. Mam dla kogo żyć. Dla ciebie, dla mamy… Nawet dla Elliotta. Wyściskaj go ode mnie.
- Wyściskałbym ciebie, a nie – powiedział i usłyszał jej słaby śmiech. – Tęsknię, wiesz?
- Ja za tobą też.
- Wróć, proszę – powiedział desperacko.
- Wrócę i nie pozbędziesz się mnie.

*

Szła wraz z Celine korytarzem w hotelu. Steinmetz z ożywieniem opowiadała o czasie spędzonym z Egloffem. Vi pokręciła głową, słysząc jak jej towarzyszka z wielkim uczuciem mówiła o swoim ukochanym. Nie miała serca jej przerywać, więc kiedy znalazły się w windzie oparła się plecami o ścianę i spuściła wzrok. Znów pomyślała o Killianie. Chciał jej o czymś powiedzieć. Tylko o czym? Co się stało? Martwiło ją to. Nigdy nie miał przed nią tajemnic i nic nie ukrywał, ale ostatnio zachowywał się naprawdę dziwnie. Poczuła czyjąś dłoń na ramieniu, a kiedy podniosła wzrok zobaczyła zmartwioną twarz Celine.
- Co się dzieje? – zapytała, kiedy wyszły. – Jesteś jakaś nieobecna.
- Martwię się o Killiana – westchnęła. – Coś przede mną ukrywa, kręci i ciągle mówi, że musi mi o czymś ważnym powiedzieć. Co jeśli jest chory? – zakryła usta dłonią.
- Zwariowałaś? Na pewno nie jest. Jestem niemal przekonana, że to nic strasznego – uśmiechnęła się wesoło. – Vi, wyluzuj i nie zaciskaj tych pięści tak – wywróciła oczami, a Keller dopiero wtedy zauważyła co robiła w nerwach. -  Będzie dobrze.
- Cieszę się, że cie mam
- Zawsze możesz do mnie przyjść z jakimś problemem, wiesz? Z chęcią ci pomogę. Zawsze możesz na mnie liczyć.


*

Stał oparty o parapet i wyglądał przez okno. Oddychał głęboko i powoli, chcąc się chociaż trochę uspokoić. Być może nawet dodać sobie trochę odwagi. Im bliżej było momentu, w którym miał jej wszystko wyznać, czuł coraz większy strach. Strach przed odrzuceniem. Nagle usłyszał otwierające się drzwi, szybko się odwrócił i zobaczył zmartwioną twarz Vivienne. Podeszła do niego i spojrzała na niego.
- Jesteś okropnie blady, źle się czujesz? – przyłożyła swój dłoń do jego czoło. Złapał za jej nadgarstek.
- Trochę się denerwuję – zaśmiał się nerwowo. – Chodźmy się przejść.
Wyszli z hotelu i skierowali się w stronę plaży. Szli w ciszy jak poprzednio, ale tym razem musiał to powiedzieć. Nie mógł dłużej dusić tego w sobie, tym bardziej, że spędzali każdą chwilę ze sobą. Wziął głęboki oddech i zatrzymał się. Złapał za jej dłoń i spojrzał w jej oczy. Wiedział, że już nie było wyjścia. Musiał to zrobić, musiał jej powiedzieć.
- Nie mogę tak dłużej, muszę ci powiedzieć
- Ale co? Co się stało? Kiki…
- Nie mów nic przez chwilę, proszę. Próbuję zebrać całą moją odwagę, żeby ci to wyznać – wziął głęboki oddech. – Odkąd wróciłaś i pierwszy raz się zobaczyłem tam na tym chodniku, wciąż jestem szczęśliwy. Najcenniejsza osoba w moim życiu wróciła i mam ją cały czas przy sobie. Nie jestem w stanie ci powiedzieć, kiedy to wszystko się stało, kiedy to się zaczęło… Sam nie wiem – dłoń dziewczyny przyłożył do swojej piersi. – Od pewnego czasu wariuje, kiedy jesteś obok. Kiedy czuję twoje perfumy pomieszane z zapachem twojego ciała, kiedy widzę twoją piękną twarz, twoje błękitne oczy. Wariuje, kiedy widzę jak idziesz, uśmiechasz się czy marszczysz brwi skupiając się na czymś. Jesteś moją pierwszą myślą rano i ostatnią wieczorem. Vivienne… Zakochałem się w tobie. Zakochałem się w mojej przyjaciółce.
Patrzył na nią w oczekiwaniu na jej reakcję. Z każdą sekundą czuł coraz większy strach. Nie miał pojęcia czego powinien się spodziewać, ale zdecydowanie nie tego co się wydarzyło. Blondynka przytuliła się do niego mocno.
- Też cię kocham, tak bardzo cię kocham – przymknęła powieki i pogładziła jego plecy. – Jestem cholerną szczęściarą – odchyliła głowę, żeby spojrzeć na niego. Uśmiechnęła i chwilę później złączyła ich usta w pełnym namiętności pocałunku, a kiedy odsunęli się od siebie, żeby zaczerpnąć powietrza, położyła swoją dłoń na jego policzku.
- To ja jestem cholernym szczęściarzem – szepnął do jej ucha, które później ucałował. – Nawet nie wiesz jak strasznie się bałem, że mnie odrzucisz. Że skreślisz nasz przyjaźń.
- Nasz przyjaźń jest zbyt silna – znów się w niego wtuliła. – Nadal jesteś moim najlepszym przyjacielem, wiesz o tym?
- A ty jesteś moją najlepszą przyjaciółką – powiedział i odsunął ją od siebie. – Zabijesz mnie, jeśli wrzucę cię do wody? – zapytał, ale widząc minę blondynki, zaśmiał się. – Zaryzykuję.
- Kiki – krzyczała i śmiała się, kiedy brunet wziął ją na ręce i razem weszli do wody. – Już nie żyjesz – pisnęła.
- Za bardzo mnie kochasz, żeby mnie zabić – wyszczerzył się i pocałował ją.

***
Hej! (;
W tamten poniedziałek były moje urodziny, a dziś naszego głównego bohatera - Killiana. (HA, jestem dokładnie tydzień od niego starsza :D)
No i mamy dwunastkę, bardzo miłą dwunastkę. Przynajmniej moim zdaniem.
Co uważacie? Znów dobrze mi się pisało, ale jakoś mega mega zadowolona nie jestem. Cóż... narzekacz etatowy jak zwykle na posterunku xD
Mam jedno ogłoszenie. Jako, że w "informowanych" mam sporo osób, które nie komentują w ogóle (lub od jakiegoś czasu), dlatego jeśli ktoś nie odezwie się pod tym rozdziałem, przestaję powiadamiać. To zajmuje mi naprawdę dużo czasu (jest Was sporo, plus mój Internet jest strasznie wolny...). Także mam nadzieję, że się odezwiecie :) I teraz i pod kolejnymi rozdziałami.
Zachęcam wszystkich do odwiedzenia "Nie idealnych", gdzie w piątek pojawił się pierwszy rozdział :)
Do zobaczenia za tydzień, buziaki :*

PS Tak, wiem. Zabijcie mnie. Nie byłam jeszcze u wszystkich, ale naprawdę maksymalnie do środy wszystko skomentuję. Obiecuję!