25 kwietnia 2016

Rozdział szesnasty

Leżał z nią na łóżku w jej sypialni. Tulił jej drobne ciało do swojego i co jakiś czas skradał całusy. Ostatnio wciąż martwiła się stanem swojej matki, a on chciał zrobić wszystko, żeby chociaż na chwilę odpoczęła od tego. Spędzał z nią każdą wolną chwilę, chociaż w ostatnim czasie było ich coraz mniej. Sezon zbliżał się wielkimi krokami, a treningi zabierały większość jego czasu.
- Martwisz się, że nie mam pieniędzy? Przyjdzie taki czas, że i ty nie będziesz miał – usiadła i poklepała go po ramieniu śmiejąc się, kiedy zauważyła, że myślami był daleko. – Co jest? – zapytała patrząc na jego twarz.
- Nic – westchnął i także przeniósł się do pozycji siedzącej. – Po prostu myślę o tym, że niedługo będziemy się widywali dużo rzadziej – położył swoją dłoń na jej policzku i kciukiem pogładził jej skórę. – A chciałbym cię mieć przy sobie zawsze.
- Może jak się za mną stęsknisz, będziesz grzeczniejszy, co? – zbliżyła się do niego i pocałowała go.
- Przy tobie nie da się być grzecznym – szepnął wprost w jej usta, przysuwając ją do siebie. Złapał za jej biodra i posadził na swoich kolanach.
- Rano masz trening – jęknęła i niechętnie się od niego odsunęła.
- Do rana jeszcze dużo czasu – uśmiechnął się i zbliżył usta do jej szyi, gdzie zostawił mokry ślad. – No nie jęcz mi tu… To znaczy… Z rozkoszy możesz jęczeć, a nawet powinnaś.
- Jesteś taki głupi – zaśmiała się. – Nie mam na ciebie siły. Kiedy się taki stałeś, co? Kiedyś byłeś taki...
- Kiedyś nie mogłem tego robić – znów ją pocałował, tym razem delikatniej. Zaledwie dotknął jej ciepłych warg. – Nie mogłem ci powiedzieć, że szaleję za tobą.
- A szalejesz? – zarzuciła swoje ręce na jego barki, w odpowiedzi otrzymała pocałunek.
Blondynka wstała z łóżka i podeszła do okna. Ustała na palcach i wyjrzała przez szybę. Nie zauważyła nawet, kiedy ustał za nią Killian i ją objął. Odwrócił ją przodem do siebie wpił się w jej usta. Na odpowiedź nie musiał długo czekać. Oddała pocałunek i jedną dłoń wplątała w jego włosy, a drugą gładziła jego szyję. Peier uniósł ją i posadził na komodzie, która stała pod ścianą obok nich. Objęła jego biodra nogami. Całowali się zachłannie, a dłonie bruneta błądziły pod koszulką blondynki. Ustami zjechał na jej szyję, a później zwinnym ruchem zdjął z niej zbędny materiał. Chwilę później Vivienne pozbyła się koszulki Killiana, który zaczął całować każdy zakamarek jej ciała. Rozpiął zamek jej spodni, które chwilę później leżały już na podłodze. Keller złapała za pasek jego spodni i przyciągnęła go do siebie jeszcze bardziej. Potem rozpięła go, także szybko pozbywając się spodni dwudziestolatka. Pozbyli się swojej bielizny i Vivienne rozchyliła swoje nogi, uśmiechając się szeroko. Przysunął się do niej i w momencie, kiedy ich, spragnione bliskości ciała się połączyły, pocałował ją zachłannie.


~*~

Uśmiechnął się widząc jak Vivienne czytała instrukcję na jakimś opakowaniu. Oparł się o ścianę i zlustrował ją wzrokiem. Miała na sobie bordową koszulkę do połowy ud.
- Całkiem przyjemny widok, wiesz? – podszedł do niej, przytulając się do jej pleców. Zaśmiała się, czując jak Killian kładzie swoje dłonie na jej biodrach.  – Czyżby moja dziewczyna nie umiała gotować?
- Wal się, Peier – odwróciła się i walnęła go pudełkiem. – Chciałam upiec ciasto, no wiesz… Mama niedługo wraca.
- Z bólem to mówię, ale chyba najpierw powinnaś się ubrać – zaśmiał się i pocałował ją w szyję. – Mój skarb… Kocham cię, wiesz?
- Tak się składa, że wiem – uśmiechnęła się szeroko. – Też cię kocham, a teraz przepraszam, chyba naprawdę się ubiorę – odsunęła się od niego i ściągnęła z siebie koszulkę, którą mu oddała, a później położyła dłonie na nagich piersiach. – Ty też się ubierz.
Wychodząc z kuchni, czuła na sobie wzrok bruneta, ale jedynie uśmiechnęła się triumfalnie. Szybko się przebrała w ciemne dżinsy i turkusową koszulkę. Kiedy wróciła do kuchni zastała bruneta przygotowującego ciasto. Zdążył już nałożyć na siebie koszulkę.
- Pomogłabyś mi, a nie gapisz się na mnie – powiedział nie odwracając się w jej stronę. – Trochę cię znam, słoneczko.
Wywróciła oczami i podeszła do niego, a później razem wzięli się do pieczenia ciasta. Vivienne chciała umilić matce ostatnie dni w domu. Doskonale wiedziała jak się czuła i jak nikt inny, mogła jej pomóc.

~*~

Nie chciała tego, nie znosiła pożegnań. Z nikim. Tyle, że doskonale wiedziała, że tak będzie lepiej. Tutaj jej matka nie miała zbyt dużych szans za znalezienie miejsca, w którym mogłaby się leczyć. Może i było kilka świetnych klinik, ale każda z nich, była poza zasięgiem. Jedyne wyjście to miejsce, w którym była i jej córka. Znała to miejsce doskonale, lekarzy i wiedziała czego miała się spodziewać.
Vivienne przytuliła się do matki i cicho załkała. Najgorsze w tym wszystkim było to, że doskonale zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji i z tego, że coś może pójść nie tak. Sama byłą nie raz, nie dwa, na skraju życia. Nie chciała stracić matki, nie poradziłaby sobie bez niej. Od zawsze były tylko we dwie i chciała żeby tak pozostało.
- Cś, skarbie – kobieta pogładziła córkę po włosach. – Nie płacz, będzie dobrze. Poinformujesz mnie, jakbym miała zostać babcią, co?
- Mamo – zaśmiała się i starła łzy z policzków. – To chyba trochę za szybko.
- Chyba, że wpadniecie – posłała jej uśmiech. – Nie daj mu się, facetów się trzyma krótko.
- Boże, jesteś stuknięta – powiedziała i znów się przytuliła do niej. – Kocham cię, mamo. Wróć.
- Wrócę, kochanie – pocałowała jej policzek. – A ty – wskazała na Peiera. – Opiekuj się moją córką.
- Oczywiście, będę – uśmiechnął się szeroko i chwilę później sam tkwił w objęciach pani Keller. – Niech panią tam dobrze wyleczą. 
- Do zobaczenia, dzieciaczki – uśmiechnęła się, znów obejmując córkę. – Zadzwonię jak będę na miejscu. Trzymaj się, skarbie.
- Ty… ty też, mamo.
Kilka minut później Vivienne stała wtulona w tors swojego chłopaka, który delikatnie gładził jej plecy. Wiedział, że nie był w stanie nic zrobić, żeby jej pomóc. Przysunął ją jeszcze bardziej do siebie i mocno objął.
Kolejne dni były dla blondynki katorgą. Niemal co noc śniła o matce. Rozmawiały tak dużo ile tylko mogły, ale to nie zmieniało faktu, że Vi bała się o matkę i tęskniła za nią. Do tego wciąż się źle czuła i nie miała ochoty na nic.

***
Hej, moje słoneczka ;*
Jak ja nienawidzę alergii... mam wysypkę na całym prawym policzku i trochę na lewym. Ughh... W ogóle jak można mieć takiego pecha i mieć alergię na mleko? :D Ok, ok... tę alergie mam od 6. miesiąca życia.
Na dole pojawiła się ankieta i byłabym wdzięczna, gdybyście zagłosowały ;)
Kolejna sprawa - mam pewien pomysł na kolejnego bloga. Pytałam już Skokomaniaczkę (), a teraz resztę z Was. Chcę pisać oneshoty/oneparty z bohaterami moich już zakończonych blogów (no wiecie: Agata i Deschwi, Clara i Krafti, Sophia i Schlieri, no i niebawem Vivienne i Killian...). Co myślicie? Jesteście za? Czytałybyście? :)
No, a na koniec mówię Wam, że do zakończenia pozostały dwa rozdziały i epilog. Wraz z epilogiem, pojawi się pierwszy rozdział na nowym blogu -> tu.
Pozdrawiam i do kolejnego ;*